Koniec marca to dla wielu biegaczy pełnia sezonu. W moim przypadku jest zupełnie inaczej. Poprzedni rok nauczył mnie, że można biegać szybko ale niekoniecznie długo. Dwa starty, choć udane, szybko zakończyły biegową przygodę w 2018 r. W listopadzie podjąłem jeszcze próbę na krótkim dystansie, której wynik pozwolił delikatnie kreślić plany na sezon 2019.
W ostatni weekend nadeszła chwila prawdy. Start w 14 Półmaratonie Warszawskim 2019 miał pokazać gdzie jestem i co realnie można osiągnąć w tym sezonie. Oczywiste jest, że bieg ten miał konkretne cele. Nie był to czas ale tempo. Oswojenie się z nim i z ulicą, tłumem biegaczy, bufetami, pogodą. To wszystko chciałem poczuć i przypomnieć sobie. Udało się w 100%. Na trasie nie było dużego luzu ale wszystkie założenia zostały zrealizowane.
Teraz już nie ma czasu na więcej rozważań. Podejmuję wyzwanie. Sezon uważam za otwarty.
